Od czerwca na polskich komputerach z systemem Windows 10 pojawiła się aktualizacja, która wprowadziła nową, odmienioną wersję przeglądarki internetowej Microsoft Edge. Użytkownicy obawiają się jednak, że update spowolni działanie ich sprzętu. Czy słusznie?

Nowa wersja przeglądarki 

Microsoft, jak to zwykle bywa, wymusza aktualizację Windowsa. Użytkownik nie może jej uniknąć, a jedynie ewentualnie odłożyć w czasie. Tym razem nie chodzi jednak o poprawki w systemie, a o nową wersję przeglądarki internetowej. Gigant z Redmond jeszcze się nie poddał i po raz kolejny rzuca wyzwanie Google Chrome. W tym przypadku  korzysta z podobnej broni.

Na czym polegają zmiany?

Nowy Edge bazuje na Chromium – tym samym silniku, co Chrome czy Opera. Chromium to otwartoźródłowa przeglądarka, która jest rozwijana przez wszystkie współtworzące go strony, z korzyścią dla nich wszystkich. Znane użytkownikom przeglądarki to w rzeczywistości jedynie nakładki na silnik, które różnią się interfejsem czy dodatkowymi funkcjami. Pod tym względem nowy Edge (wcześniej oparty na przestarzałej technologii Internet Explorera) już na starcie zniwelował dotychczasową stratę w stosunku do konkurencji.

Co więcej, Microsoft chwali się, że jego przeglądarka zużywa znacznie mniej pamięci niż poprzednia wersja oraz Chrome (producent informuje o 27 procentach). Amerykański serwis PC World zweryfikował te deklaracje. Jego redaktorzy otworzyli kilkanaście dynamicznych, multimedialnych stron w równoległych zakładkach i sprawdzili, ile RAM-u „zjada” nowy Edge. Okazało się, że rzeczywiście w porównaniu do aktualizacji z maja 2019, przeglądarka zużywa aż o 38 procent mniej pamięci (Listopad 2019 – 1971 MB, Maj 2020 – 1204 MB). Słynący z pochłaniania ogromnych ilości RAM-u Chrome zużył w ich teście 1650 MB. 

Opinie są różne

Nie wszyscy są jednak przekonani. Według serwisu IThardware.pl majowa aktualizacja „drastycznie spowalnia działanie Windowsa 10”. W zależności od wersji systemu użytkownicy otrzymują jedną z trzech poprawek oznaczonych jako: KB4559309, KB4541301 lub KB4541302. Jednak to pierwsza z nich – KB4559309 – ma powodować problemy. Użytkownicy skarżą się na niższą liczbę klatek na sekundę w grach, dużo wolniejsze uruchamianie systemu, problemy z działaniem dysków zewnętrznych czy ogólnie odczuwalną niższą wydajność. 

Być może jedynym rozwiązaniem dla nich jest oczekiwanie na kolejne, nowsze wersje aktualizacji, które są niemożliwe do uniknięcia. Znając Microsoft, to z pewnością kwestia czasu.

Źródło: materiały prasowe